Jak używać obiektywu zmiennoogniskowego jako pomocy kompozycyjnej

Anonim

Jedną z najbardziej pomocnych wskazówek, które dał mi kiedyś stary profesjonalny fotograf, była jedna z najbardziej pomocnych wskazówek używam mojego obiektywu zmiennoogniskowego jako pomocy w kompozycji, a nie sposobu na zbliżenie się do tematu.

Zdjęcie: Jay Williams

Powiedział mi to zaraz po zakupie mojego pierwszego obiektywu 70-200 mm. Z dumą mu to pokazałem i powiedziałem, że „teraz będę mógł zbliżyć się do panny młodej i pana młodego, którego przygotowywałem do sfotografowania na weselu przyjaciela”.

Przerwał na chwilę i uśmiechnął się, zanim odpowiedział - „jasne…. możesz go do tego użyć, ale nie pozwól, aby Twój obiektyw zmiennoogniskowy rozleniwił Cię. Nadal musisz używać swoich stóp! ”

Czułem, że chce powiedzieć więcej, ale martwiłem się, że mnie urazi (był takim miłym facetem), więc zachęciłem go, aby powiedział mi, co myśli.

Powiedział - pozwólcie, że pokażę wam, o co mi chodzi i przystąpił do wzięcia aparatu (i obiektywu zmiennoogniskowego) i zrobienia dwóch zdjęć.

Pierwszy oddał strzał z odległości około 4 metrów, a drugi z odległości około 10 metrów. Do pierwszego zdjęcia użył krótszej ogniskowej, a do drugiego dłuższego.

Wrócił do mnie z aparatem i obejrzeliśmy dwa ujęcia. Były to zarówno portrety głowy, jak i ramion - ja, jako obiekt, byłem prawie tej samej wielkości na obu ujęciach - jednak różnica w ujęciach była dość niezwykła i wszystko to znajdowało się w tle zdjęcia.

Pierwsze zdjęcie zostało zrobione z krótką ogniskową (około 70 mm) i ze stosunkowo bliskiej odległości, a tło wyglądało na dość dalekie i małe. W kadrze było dużo tła - naprawdę umieściło mnie jako podmiot w kontekście mojego otoczenia (park z innymi ludźmi wokół - dość ruchliwe tło).

Drugie zdjęcie zostało zrobione z dużą ogniskową (około 200 mm) iz dalszej odległości. Podczas gdy ja, jako obiekt, był mniej więcej taki sam jak na pierwszym zdjęciu, tło było znacznie bardziej wzmocnione. W rzeczywistości można było zobaczyć tylko część tego, co było w kadrze na pierwszym zdjęciu. Drugie ujęcie ustawił tak, aby część tła była dość prosta i uporządkowana (bez ludzi).

Pierwsze ujęcie zostało tak skomponowane, aby każdy oglądający ujęcie zobaczył mnie w moim kontekście (dobry obraz otoczenia), ale drugie odizolowało mnie od tła - skupiono się prosto i uczciwie na mnie i tylko na mnie.

Możesz zobaczyć tę zasadę naprawdę ładnie zilustrowaną na powyższych obrazkach. Podczas gdy model w każdym ujęciu zajmuje mniej więcej tyle samo miejsca - pięć różnych ogniskowych daje zupełnie inne kompozycje. Żadne z nich nie jest szczególnie „złymi” zdjęciami, ale każde daje zupełnie inne rezultaty.

Czy eksperymentujesz z różnymi ogniskowymi, aby uzyskać różne kompozycje i perspektywy na swoich ujęciach?