
W naszym samouczku „10 sposobów na robienie oszałamiających portretów” mówiłem o „Zabawianiu się kontaktem wzrokowym” (punkt 2) jako o jednej technice dodawania zmiany odczucia obrazu.
Dzisiaj przeglądałem stary magazyn fotograficzny (zwany „przewodnikiem po fokusie”) i wyskoczył ze strony cytat o kontakcie wzrokowym na portretach:
„Bez kontaktu wzrokowego zmienia się cały nastrój obrazu - kamera jest teraz po prostu„ obserwatorem ”, a to świetna okazja, aby pokazać obiekt w inny sposób.”
Podoba mi się ten cytat, ponieważ odnosi się do czegoś, co czułem od jakiegoś czasu, ale nie wiedziałem, jak to wyrazić.
Nie ma nic złego w tym, że fotografowana osoba odwraca wzrok od aparatu (lub patrzy też w lufę), ale zmienia to nastrój i styl ujęcia. Posiadanie go może stworzyć prawdziwą intymność z widzem twojego ujęcia, a jednocześnie go nie mieć, może dać obrazowi poczucie oglądania kogoś bez bycia widzianym przez niego.
Czy masz tendencję do kontaktu wzrokowego lub unikania kontaktu wzrokowego na wykonywanych portretach?
PS: kiedy już miałem opublikować to, przypomniałem sobie te dwa zdjęcia, które fotograf Jasmine Star zrobił mi podczas ostatniej sesji zdjęciowej. Dwa ujęcia zrobione w przeciągu kilku chwil, ale jedno z kontaktem wzrokowym, a drugie bez - tworzenie ujęć z różnymi odczuciami.
