Sekretny język fotografii

Anonim

przez Declan O’Neill.

W czasach studenckich musiałem przeczytać książkę pt Lustro i lampa przez M. H. Abrams. Wydawało się wówczas raczej nudną lekturą o tradycji romantycznej i krytyce literackiej. Książka dowodzi, że przed ruchem romantycznym artyści po prostu trzymali lustro w stosunku do natury. Ich zadaniem było dokładne odzwierciedlenie tego, co zobaczyli. Wraz z pojawieniem się romantyków artysta został przekształcony w kogoś trzymającego lampę, aby oświetlić scenę własną pasją i wizją. Z jakiegoś powodu nigdy nie udało mi się całkiem zapomnieć tej książki, a jej prawdziwe znaczenie ujawniło się dopiero po latach, gdy zacząłem kwestionować to, czym się zajmuję jako fotograf.

Po wielu latach używania aparatu zdałem sobie sprawę, że większość wykonanych przeze mnie zdjęć to tylko odbicia przedstawionego mi świata. Wyglądało to prawie tak, jakby zdjęcia były robione przypadkowo - tu ładny zachód słońca, tam migoczący śnieżny krajobraz. Gdybym chciał być czymś więcej niż lustrem, jak mógłbym użyć lampy, aby oświetlić mój temat? Jednak pomysł, żebym został jakimś wizjonerem z aparatem, nie przemówił, ponieważ uważam, że obrazy powinny stać samotnie, bez obecności fotografa rzucającego na nie cień.

Skan dzięki uprzejmości Masters of Photography

Kiedy studiowałem prace fotografów, których podziwiałem, jedna rzecz się wyróżniała. Na początku myślałem, że to pewna dwuznaczność: ja zobaczę jedną rzecz, a mój przyjaciel zobaczy coś innego. Wtedy zdałem sobie sprawę, że to, co widzimy, to po prostu siła metafory. Obraz został skomponowany tak, aby było miejsce na ukształtowanie go zgodnie z naszym własnym znaczeniem. Nie było to ani lustro, ani lampa. Obraz był szyfrem, który umożliwiał każdemu widzowi odkodowanie go na swój własny sposób.

Wątpię, czy jakikolwiek fotograf celowo dąży do tworzenia metafor, chyba że kręci materiał dla banków zdjęć. Znacie takie rzeczy - mężczyzna w garniturze, stojący na szczycie pasma górskiego, ściskający laptopa i spoglądający w zachód słońca. Metafory na naszych zdjęciach są generalnie niezamierzone. Kiedy mówimy o metaforach, tak naprawdę mówimy, że te obrazy mają dla nas znaczenie wykraczające poza ich tematykę. Aby wyjaśnić rolę metafory w fotografii, muszę porozmawiać o malarstwie.

Malarstwo po raz pierwszy odkryłem w wieku dwudziestu lat dzięki pracom malarzy impresjonistów. Zakochałam się w delikatnej miękkości kobiet Renoira i złożonej kolorystyce krajobrazów Moneta.

Nadal je lubię, ale już nie satysfakcjonują. Kiedy miałem czterdzieści lat, poszedłem na wystawę autoportretów Rembrandta w National Gallery w Londynie. To było doświadczenie, które na zawsze zmieniło moje spojrzenie na sztukę.

Obrazy przedstawiają zmieniające się spojrzenie Rembrandta na siebie. Zaczynając jako młody, dobrze ubrany dandys po dwudziestce, obrazy przeszły przez wiek średni, do boleśnie szczerych badań samego siebie jako starego człowieka. Jego technika malarska zmieniła się z gładkiej i modnej na szorstką, prawie surową. Jego proces zmienił się celowo, gdy jego temat z czasem się pogorszył. W dziwny sposób jego technika była metaforą procesu starzenia, który obserwował w sobie.

Może wydawać się, że droga od tego pomysłu do sztuki fotografii jest daleka, ale w rzeczywistości tak nie jest. Wiele fotografii, które widzę w sieci, jest pięknych, tak jak sztuka impresjonistyczna jest piękna. Jednak zostawiają mnie, że chcę więcej.

Co jakiś czas zobaczę pracę surową i instynktowną, która łamie wszystkie rozsądne zasady, których mamy przestrzegać. Mówi o całkowitym zaangażowaniu w temat, ale co więcej, skłania mnie do zadawania pytań. Z Rembrandtem zdałem sobie sprawę, że nie patrzę tylko na autoportret. Patrzyłem na mężczyznę, który pogodził się z własną śmiertelnością. Co więcej, sprawiło, że spojrzałem na siebie i przyjrzałem się własnej podróży od młodości do wieku.

Na niektórych zdjęciach dostrzegamy, że obraz ma ukryty przekaz. Obrazy te często wywołują jakieś wewnętrzne odniesienia i przemówią do nas wyłącznie w języku, który rozumiemy. Być może mówienie o tajemnym języku fotografii jest niewłaściwe. To nie tyle tajemnica, co bardzo osobiste. Jako fotografowie kontrolujemy kompozycję i technikę, ale to dopiero początek tego, co robimy. Nasza najlepsza praca często oferuje warstwy znaczeń, których być może nigdy sobie nie wyobrażaliśmy.

Declan O’Neill jest zawodowym fotografem mieszkającym na Wyspie Południowej w Nowej Zelandii.
site: www.newzealandlandscape.com