Cofanie zegarów o 15 lat
Gdybyśmy cofnęli nasze zegary o około 15 lat, do czasu poprzedzającego fenomenalną popularność komputerów domowych i Internetu, powszechnie wiadomo lub rozumiano, że w niektórych moda bez zgody autora.
Ale tak naprawdę, jak można niewłaściwie wykorzystać ten obraz: skopiować go i wkleić na ścianie biura? To był naprawdę czas mediów drukowanych, a możliwości nadużyć były dość ograniczone.
Przejdźmy do około dziesięciu lat temu i infuzja ery cyfrowej. Dawno minęły czasy, kiedy fotograf giełdowy robił duplikaty w aparacie i ogromne rachunki FedEx za dostarczanie klientom zamówień na zdjęcia z dnia na dzień. Przechwytywanie cyfrowe i dostarczanie ftp szybko stawały się normą. W tym samym czasie katalogi drukowane przez agencje ustąpiły miejsca marketingowi wizerunkowemu on-line i automatycznemu licencjonowaniu wizerunku.
Niestety dla fotografów na całym świecie, którzy zarabiają na życie ze swojej pracy, oznaczało to również, że obrazy można było kliknąć prawym przyciskiem myszy i zapisać na pulpicie bez licencji lub autoryzacji.
Wprowadź w ciągu ostatnich pięciu lat, a przynajmniej całe szaleństwo w mediach społecznościowych i portalach do udostępniania zdjęć. To, co ewoluowało, to nie tylko platforma dla rodzin do udostępniania zdjęć innym członkom rodziny, ale także wykształciła rasa użytkowników sieci, którzy, szczerze mówiąc, uważają, że obraz w Internecie jest własnością publiczną. Postawy stały się bardzo nonszalanckie i protekcjonalne, gdy niewiele się zastanawiano nad prawami autorskimi i tym, jak zmiana przeznaczenia obrazu może wpłynąć na właściciela praw autorskich.
To, co się nie zmieniło, przynajmniej w Kanadzie, i zakładam też, że w innych krajach, to ustawa o prawach autorskich.
Chociaż nie jestem prawnikiem, z pewnością rozumiem jej najbardziej podstawowe założenie, że w większości przypadków prawa autorskie do dzieła przysługują autorowi na okres jego życia plus pięćdziesiąt lat. Jest kilka wyjątków, ale we wszystkich zamiarach i celach, gdy fotograf zwalnia migawkę w aparacie, domyślnie jest on właścicielem praw autorskich.
W szczególności sekcja 13. (1) kanadyjskiej ustawy o prawie autorskim i podejrzewam, że większość krajów zachodnich, które przystąpiły do Konwencji berneńskiej, ma podobne postanowienia, brzmi: „
Z zastrzeżeniem niniejszej ustawy, autor utworu jest pierwszym właścicielem praw autorskich do niego. ”
Ustawa dalej wyjaśnia, że tylko właściciel utworu ma prawo do licencjonowania lub cedowania tego utworu. Zawsze myślałem, że to było bardzo ostre i suche. Bynajmniej.
Przedstawiamy DMCA
Teraz wprowadź ustawę Digital Millennium Copyright Act (DMCA), ustawę ze Stanów Zjednoczonych Ameryki, która ma daleko idące konsekwencje. Chociaż z pewnością nigdy nie zasugeruję zrozumienia praw mojego własnego kraju, nie mówiąc już o prawach innego, wiem tylko, że ten jeden akt prawny otworzył Puszkę Pandory dla fotografów. Zasadniczo ustawa DMCA zapewniła immunitet dostawcom usług internetowych i wymaga od fotografa żądania usunięcia treści, jeśli uzna, że jego prawa autorskie zostały naruszone. Moim zdaniem jest to jak zamykanie drzwi do stodoły po ucieczce konia.
Przykład
Pozwólcie, że posłużę się prawdziwym przykładem przypadku jako punkt wyjaśnienia i obawy. Ale najpierw ważne jest, aby czytelnicy wiedzieli, że fotograf stock zarabia na licencjonowaniu swoich zdjęć klientom korporacyjnym lub redakcyjnym. Można to zrobić indywidualnie lub za pośrednictwem zleconej agencji.
Ogólnie rzecz biorąc, im więcej na zdjęcie zostało licencjonowane i ostatecznie postrzegane, tym mniejsza jest jego wartość (ze względu na nadmierną ekspozycję), a z pewnością to nadmierna ekspozycja z pewnością ograniczy możliwość licencjonowania wyłącznie w określonym sektorze korporacyjnym lub redakcyjnym. Na przykład zdjęcie potwora z Loch Ness byłoby warte małą fortunę dla dyrektora ds. Reklamy, który chciałby mieć wyłączne prawa do obrazu; Jednak gdyby ten sam obraz pojawił się w każdej gazecie w świecie anglojęzycznym, wartość handlowa zostałaby znacznie zmniejszona. Niezależnie od ostatecznego wykorzystania pozostaje wyłącznym przywilejem i prawem fotografa, jak najlepiej wykorzystać ten obraz i tylko on uznał za stosowne.
Przejdźmy teraz do tego incydentu w czasie rzeczywistym, który kazał mi myśleć o długoterminowych konsekwencjach DCMA i portali internetowych do udostępniania zdjęć. W grudniu 2012 roku prestiżowy magazyn podróżniczy udzielił licencji na jedno z moich zdjęć na okładkę swojego internetowego magazynu. Nie ma problemu, moja agencja wynegocjowała opłatę licencyjną, a magazyn z pewnością miał prawo do wykorzystania obrazu zgodnie z licencją.
Ale tu zaczynają się komplikacje: widzowi tej strony internetowej najwyraźniej spodobało się to zdjęcie również wtedy, gdy podniosło zdjęcie ze strony czasopism i ponownie umieściło je w witrynie do udostępniania zdjęć.
Z mojej szkoły myślenia, sam ten czyn jest naruszeniem moich praw autorskich, ponieważ nie starali się oni o licencję ani ode mnie, ani od mojej agencji referencyjnej. Witryna do udostępniania zdjęć jest objęta zawiadomieniem, że jest odporna z powodu DMCA, podobnie jak osoba, która ją zniosła. Obaj twierdzą, że mógłbym poprosić o usunięcie obrazu i wypełnić wymagany formularz zgłoszeniowy.
Przepraszam, ale czy osoba, która podniosła zdjęcie, nie powinna najpierw poprosić o pozwolenie? Czy zgodnie z ich logiką i najwyraźniej zgodnie z prawem Stanów Zjednoczonych mam również prosić pozostałych 237 użytkowników, którzy ponownie opublikowali zdjęcie z witryny do udostępniania zdjęć, o usunięcie zdjęcia również z ich odpowiednich witryn internetowych?
Mogę sobie tylko wyobrazić, jak długo to zajmie: 15 minut pomnożone przez 237 razy, z wyłączeniem dalszych zapytań. Co więcej, dlaczego amerykańskie prawo jest podyktowane nie-Amerykaninowi, a zwłaszcza, gdy osoba, która podniosła wizerunek, również nie jest Amerykanką? Miejmy nadzieję, że prawnik zajmujący się własnością intelektualną może odpowiedzieć na to pytanie.
Niestety nikt nie może odpowiedzieć na to pytanie: Czy straciłem potencjalny dochód z powodu nadmiernej ekspozycji tego obrazu? Naprawdę nie wiem, ale mogę zasugerować, że ten incydent z pewnością nie przyniósł mi żadnej łaski.
Mam nadzieję, że zanim osoby w internecie zdecydują się „podnieść” zdjęcia, rozważą punkt widzenia fotografa. Nie wszystkie obrazy w Internecie należą do domeny publicznej; w rzeczywistości większość nie jest. Czy nie ma kwestii etycznej, jeśli nie kwestii związanych z prawami autorskimi, na które należy odpowiedzieć w pierwszej kolejności?
Czy niewinne udostępnianie tego obrazu jest aktem zmiany przeznaczenia obrazu, który potencjalnie pozbawia fotografa dochodu, dochodu, którego używamy do wyżywienia, mieszkania i ubierania naszych rodzin?
To pytania, które powinny dotyczyć wszystkich fotografów na każdym poziomie i na każdym poziomie umiejętności.
Porozmawiajmy o tym
Mam nadzieję, że ten artykuł wstępny zachęci do grzecznej dyskusji, dzięki czemu będę mógł lepiej zrozumieć, jakie są globalne interpretacje obrazów internetowych. Czy są do wzięcia, czy wydaje się, że jest to problem Ameryki Północnej?
Z góry dziękujemy za udział i udzielenie odpowiedzi.